To pierwszy mój post na tym blogu, ale nie pierwszy w moim życiu. Prowadziłam pełno blogów o przeróżnej tematyce. Zaczynałam w 4 klasie podstawówki z instrukcjami do programów graficznych - Gimpa, Photoshopa i PhotoFiltre. Robiłam szablony na inne blogi już w podstawówce. Szczerze mówiąc teraz tego nie ogarniam. Czuję się poniekąd zmarnowanym talentem. Ogólnie lubię pisać. Lubię kosmetyki. Lubię też zamęczać ludzi tematami kosmetyczno-włosowo-pielęgnacyjnymi, ale w moim otoczeniu mają już dość, więc postanowiłam przenieść się z tymi wywodami do Internetu.
Zaczęłam olejować włosy olejem kokosowym i Babydream i już samo to
zrobiło ogromną różnicę. W międzyczasie pofarbowałam się na czarno i
wytrzymałam w tym kolorze chyba z rok.
Potem zamarzyło mi się zostać blondynką. Schodzenie z czerni u fryzjera trwało
bardzo długo i kosztowało setki złotych, ale kolor wciąż mi nie
odpowiadał. Chciałam naprawdę bardzo jasnego blondu, a fryzjerki nie chciały tak szaleć z moimi włosami (teraz wiem, że z troski). Jako że jestem niecierpliwa to
na pewnym etapie schodzenia do blondu postanowiłam przyspieszyć ten
proces i poradzić sobie sama. W ruch poszły kąpiele rozjaśniające,
czasami nawet w odstępie zaledwie kilku godzin.. Włosy po moich
kombinacjach były w opłakanym stanie. Cała ich pielęgnacja poszła na
marne, musiałam zacząć wszystko od nowa.
Mijały miesiące i stan włosów nie poprawiał się, a naprawdę robiłam
wszystko żeby je uratować. Po 1,5 roku walki postanowiłam - wracam do
brązu. Zrezygnowałam z rozjaśniacza i blond farb. W międzyczasie zdecydowałam się na dość drastyczne cięcie i pozbyłam się sporej ilość włosów. Z czasem
było coraz lepiej.
Nie napiszę, jakie konkretnie kosmetyki przyczyniły się do poprawy stanu włosów, bo uwielbiam testować i próbować nowych rzeczy, więc za każdym razem kupuję co innego. Myślę, że kluczową rolę odegrało olejowanie przed każdym myciem, podcinanie końcówek maszynką u fryzjera, związywane włosów na noc, czesanie tylko suchych (nigdy mokrych) włosów delikatną szczotką z dzika.
Wciąż czułam niedosyt, czułam, że czegoś moim włosom brakowało. Trafiłam na grupę na Facebooku o hennowaniu i przepadłam. Na początku bałam się rudości, które daje henna, więc zaczęłam używać Cassi, która nadaje włosom jedynie złote refleksy i odżywia je. Byłam zachwycona działaniem i postanowiłam jednak pójść krok dalej - czysta henna. Przekonałam się do rudości na mojej głowie. Aktualnie mam piękny rudy brąz, który w każdym świetle wygląda inaczej. W dodatku włosy niesamowicie błyszczą i są wyraźnie pogrubione - to są właśnie uroki henny i innych magicznych ziółek.
Włosom jeszcze dużo brakuje do ideału i do pięknej, gładkiej tafli do pasa, ale w końcu idę w dobrym kierunku.





Komentarze
Prześlij komentarz